Wspomnienie o ŚP Janie Waszkiewiczu, absolwencie naszej Szkoły

Pierwszym marszałkiem województwa dolnośląskiego, pełniącym tę funkcję w latach 1999 - 2001, był Jan Waszkiewicz. Był absolwentem naszej Szkoły. Urodził się 24 czerwca 1944 r w Kielcach. Z okazji przypadającej w tym roku osiemdziesiątej rocznicy urodzin Jana Waszkiewicza, warto przypomnieć naszej szkolnej społeczności Jego postać. W ciągu swego życia działał w wielu wymiarach: nauczyciela akademickiego, działacza opozycji w PRL (w Komitecie Obrony Robotników, w Solidarności i innych strukturach), redaktora podziemnego Biuletynu Dolnośląskiego, radnego Sejmiku Dolnośląskiego. W murach naszej Szkoły dał się poznać jako harcerz w drużynie wodniackiej, 

która powstała w 1956 roku. Po wielu latach wspominał: Jestem dłużnikiem i wielbicielem metody harcerskiej. Metoda ta kształtowała samodzielność, zaradność, odpowiedzialne zachowanie i przyjmowanie na siebie odpowiedzialności za innych, krótko mówiąc - uczyła przywództwa.

Jan Waszkiewicz zauroczył się harcerstwem w okresie dzieciństwa, kiedy jego starszy kuzyn, a było to w latach tuz po wojnie, należał do drużyny, prowadzonej jeszcze według przedwojennych zasad. Czar harcerskiego munduru, lilii, harcerskich meldunków, marszów i werbli podczas przemarszu drużyny, działał na dziecko. Pierwsze powojenne lata były czasem, w którym młodzi ludzie garnęli się do drużyn zuchowych i harcerskich. Drużyny działały na zasadach przedwojennych drużyn, prowadzone przez przedwojennych działaczy i instruktorów. Szacunek dla mundurów harcerskich był wzmocniony okresem wojny i okupacji, kiedy harcerze brali udział w walce, choćby powszechnie znane dzieje Szarych Szeregów. Olbrzymie uznanie społeczne dla tradycji polskiego harcerstwa było solą w oku dla władzy komunistycznej, która po wojnie została zainstalowana przez Sowietów.  Na przełomie lat 40 i 50, na horyzoncie pojawiło się przywiezione z Sowietów pionierstwo naładowane bolszewicką ideologią, obcą polskim harcerzom. Wtedy też zainteresowanie wśród młodych ludzi w Polsce tzw czerwonym harcerstwem, opartym na sowieckich wzorach tamtejszych pionierów, spadło. W tzw okresie październikowej odwilży, po wydarzeniach w 1956 roku, władze komunistyczne pozwoliła na ograniczony powrót ruchu harcerskiego.
We Wrocławiu w 1956 roku zaczęły powstawać drużyny za sprawą przedwojennych harcerzy. Jednym z nich był Jerzy Masior (1924-2003), który przed wojną był w 40 Lwowskiej Drużynie Harcerzy. Drużynowym był Jacek Wojciechowski (wówczas nazywał się Gurtzman), przyszły teść Jana Waszkiewicza. Jak na ironię, podczas wojny, kiedy Masior był już zaprzysiężonym żołnierzem AK, przyjmował przysięgę od swego przedwojennego drużynowego. Po wojnie Jerzy Masior rozpoczął studia na uczelni medycznej we Wrocławiu. Jesienią 1956 r przy II LO na ul Parkowej (wówczas ulicy Rosenbergów), 25 Wrocławską Wodna Drużynę Harcerzy im. Harcerskiego Batalionu Szturmowego Parasol. Przywrócono tradycyjne symbole, mundury, komendy. Organizowano wyjazdy na obozy, szkolenia, organizowano pomoc dla uboższych. Była to drużyna specjalnościowa - żeglarska. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę, że w przed II wojną światową, w latach 30 XX wieku, harcerskie drużyny specjalnościowe stanowiły nowatorską formę działalności w ruchu skautingowym. Na tym tle polscy harcerze wybijali się ponad przeciętność. Jerzy Masior był kontynuatorem przedwojennego lwowskiego harcerstwa z jego specjalistyczną formułą. Szkołą życia, jak wspomina Jan Waszkiewicz, były wyjazdy na obozy do Sławy Śląskiej i Boszkowa. Harcerze musieli przygotować infrastrukturę obozową, w tym wykopać ziemiankę na magazyn. Obłożona darnią z ziemią konstrukcja szkieletowa z gałęzi, została następnie poddana próbie wytrzymałościowej. Tradycyjnie, tzn. jej wykonawcy stali pod zadaszeniem, na którym skoki wykonywał Masior. Próba wypadła pomyślnie, aczkolwiek za kołnierzami druhów znalazło się sporo ziemi.
Pomysłem Jerzego Masiora było wytypowanie na zastępowego obozu druha, z którym było najwięcej kłopotów, powiedzmy, wychowawczych. Ten prosty zabieg okazał się strzałem w dziesiątkę - druh okazał się odpowiedzialnym do swej funkcji i nie zawiódł. Innym razem Masior musiał poradzić sobie z młodym druhem, o wielkim apetycie, który robił zakłady o ilość zjedzonych kanapek. Pewnego razu doszło do zakładu, ile zje kromek chleba z dżemem. Zakład wygrał, ale mina mu zrzedła kiedy okazało się, że po zakończonym zakładzie pojawiły się pączki, których druh żarłok już nie nie mógł zjeść.
Zastępowym Jana Waszkiewicza był starszy o rok Jacek Jakubiec, dzisiaj kustosz Dworu Czarne koło Jeleniej Góry. Waszkiewicz wspomina o pewnym wydarzeniu. Otóż konkurencyjna drużyna z technikum przy ul Poznańskiej skradła sztandar wodniakom. Był to dyshonor dla całej drużyny. Jacek Jakubiec włamał się do harcówki wroga, by odbić skradzioną własność, ale został schwytany. Musiał pożegnać się ze szkołą i drużyną. Z dzisiejszego pedagogicznie poprawnego punktu widzenia taki krok mógłby zostać określony jako kryminogenny. Wtedy był to naturalny odruch, nazwany honorem harcerza. Jakubiec został ukarany, ale ze szkoły odszedł z honorem.
Jan Waszkiewicz podkreślał przydatność umiejętności nabytych w okresie harcerskim, min.plany alarmowe przydały się w konspiracyjnym okresie, a alfabet Morsea - w kryminale, w którym znalazł się w stanie wojennym w 1981 r, do którego trafił będąc uczestnikiem strajku w Stoczni Gdańskiej.
Odejście Jakubca i Masiora z dwójki zbiegło się w czasie z początkiem odwrotu od harcerskich tradycji w Polsce. Kolejny raz komunistyczna władza uznała, że tradycyjne polskie harcerstwo stanowi zagrożenie dla porządku tej władzy. Od harcerstwa zaczęto odsuwać drużynowych, którzy trwali wiernie przy tradycji. Nad harcerstwem wprowadzano ideologiczną czapę, w której odsuwano na dalszy plan patriotyzm na rzecz kosmopolityzmu. Zakazywano uczestniczenia harcerzy w uroczystościach religijnych. W końcu w 1973 roku  zaczęły powstawać Harcerskie Służby Polsce Socjalistycznej.  Jan Waszkiewicz nie widział dla siebie  miejsca w takim harcerstwie.
W konfrontacji z dzisiejszą pedagogiczną poprawnością, harcerskie przygody Jana Waszkiewicza mogą budzić grozę mamusiek, zapatrzonych w swoich dudusiów. Jak sam Waszkiewicz to widział?
Oczywiście coś takiego byłoby dzisiaj niemożliwe. To znaczy, nie takie rzeczy wyprawiają młodzi ludzie. Chodzi mi o to, że cała ta eskapada była robiona za wiedzą i zgodą rodziców, drużynowego, a w tle - jeszcze całej harcerskiej hierarchii oraz szkoły. I nikt się nie przeciwstawił! Nikomu z dorosłych nie przyszło do głowy narzucać się nam ze swoją obecnością, troskliwością, zakazami i nakazami. A przecież, za całą tę akcję odpowiadał 13-letni chłopiec, który zabrał ze sobą jeszcze młodszych kolegów. Były w tym elementy niebezpieczne (rzeka!) lub zagrażające otoczeniu (ognisko w lesie). Fakt, że wiedziałem, jak się do tego zabrać i radziłem sobie z tym świetnie. Fakt też, że nie tylko nie zaprószyliśmy ognia, ale nawet nie zostawiliśmy żadnego śmiecia. Niemniej - gdzie ubezpieczenia? Gdzie certyfikaty? Gdzie zgody na piśmie? Nie, wtedy wszystko było zdecydowanie prostsze i sensowniejsze. Zezwalano na ryzyko, bez którego jaki smak miałoby życie?
Andrzej Manasterski

 

https://wroclaw.tvp.pl/53068825/prof-jan-waszkiewicz-b-marszalek-wojewodztwa-spoczal-na-cmentarzu-swietej-rodziny